***
Elia uniosła głowę z nad kotła zwisającego nad paleniskiem. Jej uwagę przykuł hałas dochodzący spoza namiotu. Na zewnątrz słychać było szczekanie psów, jazgot rozwydrzonej dzieciarni i coś jakby tętent końskich kopyt. Zastanowiła się. Przecież ich konie pasły się o dzień drogi od obozowiska, po cóż mieliby sprowadzać między namioty. Wymarsz dopiero za dwa księżyce. Dopiero wtedy zaczną się przenosić, zresztą, jak co roku, na południe. Do cieplejszych rejonów Równiny, tam gdzie zaczynają się Lasy Mrocznego Maga. Zima tam jest o wiele lżejsza, może to wpływ drzew, może one chronią przed Szarym Wiatrem, a może to wpływ Maga, co ponoć zamieszkuje w samym środku Lasu. Nikt z ich plemienia jeszcze go nie widział, ale ludzie gadają, że żyje tam i lasu swego dogląda. Dziewczyna, zaniepokojona podniosła się, przewiesiła kociołek nad skraj ognia tak aby się potrawa z zajęcy nie zmarnowała. To byłby wstyd jakby się mięso przypaliło, a jakie marnotrawstwo. Szczególnie teraz, gdy trzeba na podróż zapasy zacząć zbierać. Rozgrzebała żar ogniska, spojrzała pod pokrywkę. Wyszła przed namiot.
Ciąg dalszy "ELIA" »

